• Wpisów:8
  • Średnio co: 169 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 16:15
  • Licznik odwiedzin:2 473 / 1528 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Z powodów utrudnień ze strony pingera, przeniosłam opowiadanie tutaj: http://kwiat-ropaczy.blogspot.com/, jeśli kogoś zaciekawiły moje wypociny to serdecznie zapraszam. :3
  • awatar Gość: ale toto był beznadziejny blog, jak ci za to nie wstyd!!! weż toto stąd usuń najlepiej na zawsze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 



Zadziwiające jest to jak dzieci są ufne. Miyo, ani razu nie zapytała dokąd idziemy, posłusznie kroczyła za mną. Miała spuszczoną głowę, a jej długie, różowe włosy wypływały spod kaptura z uszami królika, opadając w nieładzie na jej okrągłą, zapłakaną buzię. Żałowałam, że w tej chwili nie mam przy sobie jakiejś chusteczki, czy czegoś w tym stylu. Niestety nawet przez myśl mi nie przeszło, by zaopatrzyć się w taki towar.
Mniej więcej w połowie drogi do domku na drzewie wyczułam, że dziewczynka jest zmęczona i z trudem łapie oddech. Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się.
- Miyo, poczekasz tutaj na mnie chwilę?
Momentalnie podniosła na mnie wzrok, w którym widać było strach.
- Miyo chce iść z Tobą.~ - Błagalnie wpatrywała się we mnie. Początkowo myślałam, że boi się zostać sama, ale gdy tak patrzyła, wszystko zrozumiałam. Ona po prostu bała się, że ją tutaj zostawię.
Uklękłam przed nią i zdjęłam z szyi naszyjnik, który dostałam od Ayumi na szesnaste urodziny. Ponoć to jakiś talizman, mający wzmacniać charakter właściciela, ale szczerze jakoś w to wątpiłam.
- Proszę, to mój magiczny talizman. Będzie Cię bronił przed złymi istotami.- delikatnie położyłam łańcuszek na jej dłoni- Ale musisz uważać na niego, jest dla mnie bardzo ważny.- uśmiechnęłam się i pogłaskałam ją po główce.- No, a teraz odpocznij sobie, a ja zaraz wrócę.
Dziewczynka kiwnęła główką i uśmiechnęła się, ostrożnie siadając na szczycie dachu, na którym obecnie się znajdowałyśmy.
Przykucnęłam i powoli zaczęłam zsuwać się po dachu. Przy jego końcu chwyciłam się rynny i zeskoczyłam. Wylądowałam prawie że bezszelestnie, ale dla pewności przymknęłam oczu i skupiłam się na otaczających mnie dźwiękach. Nic nie usłyszałam, więc zaczęłam biec wąską uliczką. Mijałam zgliszcza budynków, w których jeszcze nie dawno żyli ludzie. Raz po raz mijałam wielkie, zaschnięte plamy na murach i ścianach. Gdzieniegdzie leżały części ludzkich ciał. Większość z nich była w stanie rozkładu, a smród z nich był nie do wytrzymania. Boleśnie szczypał mnie w nos, więc przyśpieszyłam chcąc jak najszybciej się stąd wydostać.
Wybiegłam wprost na główny plac, a tam moim oczom ukazał się masakryczny widok. W miejscu gdzie kiedyś znajdowała się fontanna, teraz stał wysoki na co najmniej dwa metry kopiec ze szczątków ludzkich ciał. Jedne były całkowicie zmasakrowane, innym brakowało tylko pojedynczych kończyn. Ale wszystkie łączyło jedno: każde miała roztrzaskaną czaszkę.
Nogi się pode mną ugięły pociągając całe moje ciało w dół. W obolałych od smrodu oczach, zaczęły zbierać mi się olbrzymie krople łez. Nie mogłam ich powstrzymać, ten widok wstrząsnął mną dogłębnie. Owszem zdawałam sobie sprawę, że zombie to potwory, które pożerają ludzi. Ale nigdy nie myślałam o tym jak bezdusznie traktowane są ich ciała. Zrzucane w jedno miejsce jak zwykłe odpady.
Nagle gdzieś z lewej strony usłyszałam cichy szum. Zmusiłam się, by wstać i schowałam się za rogiem budynku. Przycupnęłam w pozycji bojowej i wyjęłam swój sztylet i czekałam. Nagle usłyszałam, że ten szum to rozmowa. Z uwagą wypatrywałam tego, kto jest na tyle szalony by rozmawiać na cały głos w świecie zamieszkanym przez zombie.
- Doprawdy musisz się tak ociągać?- zapytał jakiś srogi głos.
- Oj no przestań. Weź ty się człowieku wreszcie uśmiechnij, bo na starość będziesz miała takie zmarszczki jak wujek Andrzej.- odpowiedział mu inny trochę naburmuszony.
- Do cholery, przecież ja nie znam żadnego Andrzeja!
Mówiąc to, akurat weszły na plac. Odetchnęłam głęboko z ulgą. Były to dwie dziewczyny, gdzieś w moim wieku. Jedna z nich miała niebieskie włosy, a jej twarz zdawała się promieniować szczęściem i dobrocią. Druga zaś była jej całkowitym przeciwieństwem. Brązowe włosy opadały jej na twarz, na której nie można było dostrzec żadnych uczuć. Nawet, gdy jej wzrok padł na górę trupów na jej twarzy nie można było dostrzec reakcji, jedynie szepnęła coś do swojej towarzyszki, której oczy były lekko zaczerwienione nie wiem, czy od smrodu, czy od wzruszenia.
- Wyłaź stamtąd!- powiedziała brązowo włosa zimnym tonem, wpatrując się w moją stronę.
Jakim cudem mnie zobaczyła? No nic... Koniec ukrywania. Pewnie stanęłam naprzeciw nich, zaciskając swoją lewą dłoń na sztylecie.
- Kim jesteś i dlaczego nas podsłuchujesz?- teraz dla odmiany jej twarz wykrzywił grymas złości.
- Jestem Hirane, należę do Armii Wyzwolenia.- powiedziałam, patrząc jej prosto w oczy.
Na moje słowa z jej twarzy częściowo zeszła złość.
- Bardzo interesujące... Naprawdę...
- Daj spokój Alice, ona jest taka jak my.- wtrąciła się niebiesko-włosa, delikatnie pociągając ją za ramię.
- A rób sobie co chcesz. Tylko nie miej do mnie później pretensji jak Ci podetnie gardła, czy coś w tym stylu.- odwróciła się na pięcie i szybkim krokiem podeszła do stosu, przyglądając się mu.
- Przepraszam za nią.- uśmiechnęła się zawstydzona- Alice dużo przeszła i po prostu jest nie ufna.- obejrzała się przez ramię.
- Nic się nie stało.- odpowiedziałam na jej uśmiech.
Dziewczyna przyglądała mi się z zaciekawieniem, po czym podeszła do mnie z wyciągniętą ręką.
- Jestem Mayumi, miło mi Cię poznać.
Uścisnęłam jej dłoń.
- Hirane.
Przyjrzałam się jej z bliska. Była szczupła i nie za wysoka. Ubrana była w odcienie niebieskiego i fioletu.
Nagle przypomniałam sobie o bardzo ważnej rzeczy. Ciągle nie znalazłam żadnej rzeczy dla Miyo, a ona umiera pewnie tam ze strachu.
- Miło było was również poznać, ale niestety muszę iść. Mam pod opieką małą dziewczynkę, a nie mam dla niej żadnych ubrań. Poza tym niebezpiecznie jest stać długo w tym samym miejscu.
- Bez obaw w promieniu paru kilometrów nie ma tu żadnego zombie. Przecież wy...- Mayumi nie zdążyła dokończyć, gdy ta druga zatkała jej usta ręką.
- Siedź cicho!
- D-dobra...- powiedziała lekko zawstydzona niebiesko włosa.- Ale Alice ja chcę jej pomóc!- spojrzała jej w oczy z uporem. Z boku wyglądała jak małe dziecko mówiące, że chce mieć nową zabawkę.
- Nie ma mowy! Musimy znaleźć sobie jakoś kwaterę.
- Etoo... Nie chcę się wtrącać, ale znalazłam ostatnio duży domek na drzewie. Mogłybyście odpocząć trochę i ruszyć w dalszą drogę.
- Słyszysz Alice? Chodźmy z nią. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spałam więcej niż dwie godziny.
- Nie ma takiej opcji.- Mayumi chwyciła ją za rękaw jej białej koszuli, która miejscami przyozdobiona była brudem i czerwonymi kropelkami krrwi.
- Prooooszę. ~
Alice odwróciła wzrok i niechętnie powiedziała:
- Dobra. Ale tylko dzień góra dwa.
- Dziękuję.- spojrzała na mnie.- Dobra prowadź Hirane!
- Dobra, chodźcie za mną.
Biegłyśmy prosto przed siebie. Raz po raz wchodziłyśmy do jakiegoś sklepu biorąc parę przydatnych rzeczy. Mayumi zawsze zostawała na zewnątrz i obserwowała, czy nigdzie nie ma zagrożenia.
Gdy wróciłam tam gdzie zostawiłam Miyo, dziewczynka siedziała skulona dokładnie w tym miejscu co wcześniej.
- Miyo już jestem.- słysząc mój głos podniosła uradowana główkę, ale gdy zobaczyła dwie obce dziewczyny za mną trochę się przestraszyła.- Chciałabym Ci przedstawić kogoś. To Alice i Mayumi, będę z nami przez chwilę mieszkać.
Dziewczyna kiwnęła główką, natomiast weselsza z dwójki podeszła do niej i z uśmiechem powiedziała.- Miło Cię poznać Miyoś.
- P-panią też.- malutka uśmiechnęła się wesoło.
- Dobra ruszajmy się, zaraz się ściemni. Miyo wskakuj na plecy.- malutka posłusznie wykonała moją prośbę, a ja wraz z nią na plecach, zaczęłam biec.
Po drodze na zmianę nosiliśmy Miyo wraz z Mayumi, Alice natomiast szła za nami cicho nie wydając, żadnych dźwięków.
Doszliśmy do domku tuż przed zmierzchem. Najpierw weszłam ja z pakunkami, później dziewczyny podały mi Miyo, następnie same weszły. Początkowo nikt się do nikogo nie odzywał. Jedynie Mayumi wraz z Alice szeptały cicho jakby się sprzeczając. Postanowiłam je zostawić w spokoju i próbowałam przebrać Miyo. Jej ubrania były brudne i poniszczone. Nowe spodnie nałożyła bez przeszkód, niestety nie mogłam zmusić jej do zdjęcia bluzy, cały czas mówiła z uporem:
- To prezent od mamy, nie zdejmę jej!
W końcu odpuściłam jej i zmęczona usiadłam w rogu, opierając się o ścianę. Przymknęłam oczy.
- Hirane?- po kilku sekundach usłyszałam głos Mayumi, otworzyłam oczy i zobaczyłam, że siedzi naprzeciw mnie.- Chciałabym Ci coś opowiedzieć.
Potrząsnęłam głową, by skupić swoją uwagę na niej.
- Mów. - uśmiechnęłam się.
- Ja nie mam ochoty tego słuchać. - odezwała się Alice.- Masz coś do czytania?
- Mam pare mang w plecaku, no i są tu jeszcze jakieś książki o łowiectwie.
- Yhym... Dzięki.
- A więc...- zaczęła Mayumi, w tej chwili przekierowałam swoją całą uwagę na niej.- Opowiem Ci historię o dwóch dziewczynach. Pierwsza z nich od zawsze była samotna. Matka zaszła w ciąże, akurat na ostatnim roku studiów. W dniu porodu akurat miała zdawać egzamin końcowy. Niestety nie dano jej drugiego terminu i oblano ją. Za swoje niepowodzenie, całą winą obarczyła swoje dziecko, przez co po prostu je znienawidziła.
Ojciec nigdy nie chciał mieć dzieci. Uważał je za rozwrzeszczane bachory na które trzeba wydawać tylko kasę. Po urodzeniu dziecka, była to dziewczynka, musiał podąć dodatkową pracę, przez to zawsze był wykończony. Winą za swoje ciężkie życie obarczył córkę, na którą nie mógł po prostu patrzeć.
Dziewczynka dorastała w całkowitej samotności. Od małego uczyła się samodzielności. Nigdy nie miała od nikogo wsparcia. W szkole była obiektem drwin i chamskich żartów. Bezduszne dzieci szarpały ją i popychały, tylko dlatego, że chodziła w za dużych, poniszczonych ubraniach (jej rodzice nie chcieli wydawać pieniędzy na ubrania dla niej więc dostawała takie, w których inni wstydzili się już chodzić).
Mała dziewczynka myślała, że do końca życie będzie samotna, gdy pewnego dnia na świat przyszła jej siostra. Opiekowała się nią z całego serca. Gdy dorosła stała się jej jedyną osobą, która nie wyśmiewała się z niej.Rodzice za wszelką cenę próbowali je rozdzielić. Ale one lgnęły do siebie jak magnes i wspierały siebie nawzajem.
Gdy wybuchła epidemia,akurat bawiły się na podwórku. Zombie zaczęły wdzierać się i atakować je. Rodzice szybko wybiegli z domu i zabrali jej młodszą siostrzyczkę. A ją pozostawili samą, wśród tłumu zombie...
Nawet jej to zbytnio nie zabolało, byłą szczęśliwa, że jej siostra jest bezpieczna. W jakimś odruchu wdrapała się na drzewo, znajdujące się tuż koło okna do jej pokoju. Przytuliła się do pnia i czekała aż bestie sobie pójdą. Nagle usłyszała huk. Zombie wyważyły drzwi wejściowe i wdarły się do środka. Wszyscy byli schowani w ich pokoju tak, że mała dziewczynka widziała ich doskonale. W jednej chwili stali i rozmawiali w drugiej, stado zombie już rozszarpywało ich ciała.
Dziewczynka krzyczała długo jeszcze po tym jak zombie odeszły. Zapłakaną, siedzącą na drzewie znalazła inna dziewczyna. "Nic Ci nie jest?", zapytała z troską. "M-Moja siostrzyczka..." załkała żałośnie. "Wiem co czujesz, moich rodziców też to zeżarło, ale nie możesz tak siedzieć, chodź ze mną.`
I tak drogi pierwszej i drugiej dziewczynki połączyły się w jedną. Podróżowały razem, ani na chwilę nie zostawiały siebie samych. Pierwsza z nich zamknęła się w sobie i stała się czymś podobnych do tych trupów. Nie mogła pogodzić się ze stratą siostry.
Pewnego dnia podróżowały przez jakąś polanę. Nagle ni stąd ni z zowąd przed nimi trzy zombie. Rzuciły się na drugą dziewczynkę. Pierwsza błyskawicznie roztrzaskała im głowy kijem bejsbolowym. Niestety jeden z nich zdążył ugryźć drugą.
Pierwsza z niepokojem przyglądała się drugiej. Gotowa zabić ją, gdyby tylko zobaczyła jakieś objawy przemiany. Nic jednak się takiego nie stało. Druga jakimś cudem nie przemieniła się w zobmie, lecz uzyskała bardzo przydatną umiejętność mogła wyczuć ich obecność z dużej odległości.-W tym momencie Mayumi przerwała opowieść, spojrzała na mnie i podwinęła rękaw swojej niebieskiej bluzy.- Tymi dziewczynkami byłyśmy Alice i ja.- uśmiechnęła się lekko.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Spojrzałam na Alice udawała, że czyta ale tak naprawdę jej oczy całe zalane były łzami. Powiedziona jakimś instynktem podeszłam do niej i mocno przytuliłam.
- Tak mi przykro Alice...- wtuliła się we mnie i długo płakała. Gdy się uspokoiła postanowiła znów poczytać. Natomiast ja Mayumi i Miyo wzięłyśmy się za przygotowanie jakiegoś posiłku.
Nagle podbiegła do nas podekscytowana Alice i zaczęła wymachiwać nam przed oczami jakąś sceną z mangi.
- O paczcie. O kurde oni to zaraz zrobią. Ja nie mogę . KYAAAA.~
Patrzyłyśmy na nią i nie wierzyliśmy własnym oczom. Miała uśmiechniętą twarz i zarumienione policzki.
- Bosh jakie to jest boskie.
Przytulała mocno do siebie mangę, kątem oka dojrzałam, że było to yaoi.
- Pokaż to. - wyciągnęłam dłoń chcąc zobaczyć co nią tak tytuł.
- Ni ma uja for you.- odpowiedziała odwracając się na pięcie i zostawiając nas. Obie z Mayumi patrzyłyśmy na siebie wielkimi oczami. Jednogłośnie doszłyśmy do wniosku, że na naszych oczach dokonał się właśnie cud.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Minęły dwa tygodnie odkąd wstąpiłam do Armii Wyzwolenia. Pierwszy tydzień miałam coś na wzór przeszkolenia. Nauczono mnie jak używać broni oraz jak robić najmniej hałasu. Początkowo szło mi opornie, ale pod groźbą śmierci ludzie są w stanie dokonać cudów.
Jak już wspomniałam minęły dwa tygodnie, czyli nadszedł czas, by samodzielnie ruszyć w świat. W przydziale dostałam dwa małe pistolety wraz z trzema pełnymi woreczkami naboi, oraz pełny plecak suchego prowiantu.
Wedle zalecenia Yoha - dowódcy stawiłam się w białym pokoju, w którym pierwszy raz spotkałam członków Wyzwolenia.
Ustawiłam się pod ścianą wraz z jeszcze trzema chłopakami. Wszyscy byli mniej więcej w moim wieku, wśród nich był również cudno-oki. Nie mogłam przestać wpatrywać się w niego, dopóki on nie spojrzał również na mnie, wtedy szybko odwróciłam wzrok, rumieniąc się przy tym jak burak. Skarciłam się w duchu, to nie pora, ani czas na jakieś romanse. Weź się w garść dziewczyno i uspokój się, bo zaraz kojtniesz tu na zawał. Słuchając rad samej siebie wzięłam kilka głębokich wdechów. Po kilku minutach udało mi się uspokoić oszalałe bicie serca. Nie chciałam ryzykować ponownej utraty kontroli nad sobą, więc dopóki nie usłyszałam głosu dowódcy, uporczywie wpatrywałam się w czubki swoich, znoszonych, skórzanych butów.
- A więc nadszedł dzień końca waszego szkolenia. Tak jak dzieci...-urwał w pół tonu i rozejrzał się niezręcznie po sali.- Nie to może nie jest najlepsze porównanie...-odchrząknął i mówił dalej- Tak, więc jak małe pisklęta wyfruwają z gniazda, by zacząć samodzielne życie, tak i wy za chwilę opuścicie budynek i każdy z was wyruszy w swoją stronę. Wędrówka ta nie będzie łatwa, spotkacie na nich tysiące stworów, które kiedyś były ludźmi. W imieniu Armii Wyzwolenia jak i pozostałości ludzkości nakazuję wam, wybijać każdego umarlaka jaki stanie wam na drodze. Niektórzy będą przypominać wam bliskich, ale nie dajcie się zwieźć. To potwory, które pragną waszych wnętrzności. Jeśli chodź na chwilę stracicie czujność zatopią w was swoje ostre zębiska, a zwiotczałymi palcami rozprują wam brzuchy...-jego oczy spowiła dziwna mgła, zdawało się jakby, kiedyś coś takiego przeżył, a ból tamtego wydarzenia nie dawał mu do dziś spokoju.- Drogie dzieci walczcie póki będziecie miały siłę, jesteście jedyną nadzieją ludzkości.- Po tych słowach zdjął z głowy zieloną czapkę wojskową, spod której wyłoniły się siwe włosy. Ukłonił się nisko, czym wprawił nas w zakłopotanie. Niepewnie spojrzeliśmy po sobie, nie wiedząc jak się zachować.
- Idźcie... Czas na was.
Kiwnęliśmy równocześnie nogami, po czym uderzając piętami zasalutowaliśmy. Szybko wzięliśmy nasze przydziały i wybiegliśmy w nieznany świat. Odwróciłam się tylko raz i zobaczyłam wtedy jak brunet o cudnych oczach biegnie w przeciwnym kierunku. Nawet nie poznałam jego imienia...
~~~
Początkowo trudno było mi się odnaleźć, lecz szybko nauczyłam się wykorzystywać wiedzę z szkolenia. Podróżowałam strzelając do każdego zombie napotkanego na drodze. Nocowałam wysoko na drzewach lub po prostu na dachach, odkryłam, że to jedyne bezpieczne miejsce przed trupami.
Pewnego dnia przypadkiem trafiłam na domek na drzewie. Znajdował się dobre trzy metry nad ziemią, a do wnętrza prowadziła mała, zwijana drabinka. Z ciekawości postanowiłam wejść i sprawdzić go.
Otworzyłam masywną klapę i weszłam do środka. Od dawna nie czułam się tak szczęśliwa. Znajdowało się tu łóżko z kołdrą i poduszką, jakiś segment z książkami oraz żółty dywan. Cztery okienka na każdej ze ścian dawały możliwości wypatrzenia wroga z odległości kilku set metrów. Nie wiem dokładnie kiedy postanowiłam tu zamieszkać, ale zabezpieczywszy wejście runęłam na łóżko i zapadłam w głęboki sen.
Obudziłam się następnego dnia wyspana jak nigdy dotąd,ale też i głodna. Niestety zapasy prawie mi się skończyły i musiałam udać się do miasta po jakieś jedzenie. Uzbroiłam się w mały sztylecik-który znalazłam po drodze- i ruszyłam na północ.
Poruszałam się głównie dachami, po drodze zbierałam wszystko co nadawało się do użytku, czyli: ubrania, jedzenie i broń. Niestety nie mogłam się powstrzymać, gdy weszłam do sklepu z książkami i wzięłam kilka mang.
Gdy miałam już wracać do domu usłyszałam krzyk i płacz. W pierwszym odruchu chciałam pobiec z powrotem do domku, ale przypomniałam sobie jak zachowywałam się pierwszego dnia epidemii. Nie chciałam patrzeć bezczynnie na kolejną śmierć, więc zerwałam się do biegu.
Krzyk dochodził z głównego placu. Stałam na dachu jakiegoś budynku, a pod sobą widziałam sylwetkę kobiety z dzieckiem uciekającymi przed chmarą zombie. Wiedziałam, że nie mają szans na ucieczkę, ale musiałam im pomóc.
Zeskoczyłam z dachu i zaczęłam biec w ich stronę. Kobieta zauważyła mnie, a w jej oczach zapaliła się iskierka nadziei. Lecz w tej samej chwili jakiś zombie złapał ją za kostkę, w wyniku czego upadła i wypuściła z rąk dziecko w fioletowej bluzie.
Trupy zaczęły wgryzać się w jej ciało. Spojrzała na mnie i głosem desperacji krzyknęła:
- Ratuj moją córkę, proszę!
Kiwnęłam głową i podniosłam z ziemi zapłakaną dziewczynkę. Drżała ze strachu i krzyczała mi do ucha:
- Puść mnie ja chcę do mamy!
Próbowała mi się wyrwać, ale trzymałam ją kurczowo. Biegłam ile miałam tylko sił w nogach. Ostatkiem sił wbiegłam na dach, a tam puściłam dziewczynkę i upadłam na kolana. Płuca płonęły mi żywym ogniem, ale to nie był czas na na zajmowanie się sobą. Ktoś inny teraz potrzebował mojej pomocy.
- Nic... Nic Ci nie jest?-wysapałam ledwo żywa.
Dziewczynka spojrzała na mnie załzawionymi oczkami i pokręciła przecząco główką. Cichym głosikiem zapytała:
- Co teraz ze mną będzie?
Nie zastanawiałam się, ani chwilę nad odpowiedzią, tylko podeszłam do niej i przytuliłam ją mocno do siebie.
- Jak masz na imię?
- M-Miyo...
- Ja jestem Hirane. Obiecuję Ci, że od tej chwili nie pozwolę, by coś złego Ci się stało. Zaopiekuję się Tobą.
Dziewczynka nie powiedziała nic tylko mocno chwyciła mnie za szyję i rozpłakała się. Czułam ciężar jej łez i nie mogąc nic innego zrobić, gładziłam ją po plecach.
 

 


Biegłam, nie odwracając się za siebie. Nie czułam nic... Byłam na skraju załamania. Ayumi... moja Ayumi nie żyje... I to przeze mnie...
Ciało odmawiało mi posłuszeństwa. Nogi drżały tak, że ledwie panowałam na nimi. Krew powoli sączyła się z ran, powstałych w wyniku bolesnego upadku z okna. Miałam wrażenie, że wraz z nią wycieka cała moja moja chęć do życia.
W biegu mijałam zdesperowanych ludzi, próbujących znaleźć schronienie przed bezlitosnymi zombie. Każdy myślał tylko o sobie, nikt nikomu nie pomagał. Gdy słychać było błagalne wołanie o pomoc, każdy żywy odwracał głowę i zaczynał biec w drugą stronę. Ja również tak robiłam... Chodź do tej pory czuję przeogromny wstyd za to....
Miasto przypominało krajobrazem scenę z krwawego horroru. Dawniej czarną ulice pokrywały teraz szkarłatne plamy krwi oraz kawałki ludzkich wnętrzności.
Raz po raz musiałam zawracać, gdy przede mną pojawiała się gromada ludojadów, która bezlitośnie miażdżyła pozostałości po biedakach, którym nie udało się uciec.
Nie mam pojęcia ile wtedy biegłam. Godzinę? Dwie? A może zaledwie parę minut? Wiem jedynie, że gdybym przypadkowo nie wbiegła w ślepą uliczkę, po kilkunastu chwilach nogi odmówiłyby mi posłuszeństwa. A gdybym upadła,leżałabym tam dopóki jakiś zombie nie odnalazłby mnie...
Wycieńczona oparłam się o ceglany mur. Był co najmniej trzy razy większy ode mnie. Dodatkowo nie było żadnych miejsc, by się chwycić.
Bez nadziei bezwładnie zsunęłam się w dół i schowałam głowę w ręce. Dopiero w tej chwili emocje, które pod przymusem zostały schowane głęboko, by nie przeszkadzały mi w ratowaniu życia, teraz boleśnie powracały na powierzchnię. Zaczęło do mnie docierać, że już nigdy więcej nie zobaczę uśmiechniętej twarzy Ayumi. Już nigdy nie ujrzę bliskich. Moje dawne życie skończyło się.
Nagle usłyszałam ciche pojękiwania. Idą po mnie... W tej samej niemalże chwili w budynku po prawej stronie otworzyły się z głośnym zgrzytem metalowe drzwi. Wybiegło z nich troje mężczyzn. Podeszło do mnie i bez słowa podniosło, niosąc mnie w stronę skąd przybyli.
- Puśćcie mnie!-zaczęłam się szarpać. Czego do cholery oni ode mnie chcą?! Najmłodszy z nich spojrzał na mnie wymownym spojrzeniem, które oznaczało po prostu "Zamknij się, jeśli chcesz przeżyć". Przestałam się rzucać, ale nie z powodu groźby, lecz jego oczu. Nigdy czegoś takiego nie czułam. Wydawało mi się, że dopóki będą na mnie patrzyły, będę bezpieczna. Chłopak szybko odwrócił wzrok, a ja ciągle trwałam w tym dziwnym stanie otępienia. Nie docierało do mnie nic oprócz głośnego bicia serca.
Przez własną nie uwagę, nie pamiętałam drogi jaką przebyliśmy do małego pokoju, najprawdopodobniej kiedyś była tu chłodnia. Rozejrzałam się wokół mnie znajdowało się zbiorowisko kilkudziesięciu kobiet i mężczyzn w różnym przedziale wiekowym. Wszyscy patrzyli na mnie bez emocji, oprócz bruneta o cudnych oczach, który patrzył na mnie jakby z troską.
Posadzono mnie na krześle. Czułam się bezsilna i ledwo co dawałam radę usiedzieć na nim. Podeszła do mnie starsza kobieta ze strzykawką w ręce. Ostatkiem sił odskoczyłam w kąt pokoju.
- Przestań się wygłupiać. Chcę Ci tylko pomóc.- Szybkim ruchem chwyciła mnie za rękę i wbiła igłę. W kilka sekund odzyskałam świadomość i częściowo odzyskałam siły.
- D-Dziękuję.- powiedziałam lekko zakłopotana tym, że wcześniej posądzałam ich o to, że chcę mi coś zrobić.
Nagle do moich uszu dobiegł przeraźliwy dźwięk zgniatania metalu.
Wszyscy jakby na komendę chwycili broń (której wcześniej nie zauważyłam). Ta sama kobieta, która podała mi ten dziwny lek, rzuciła mi broń i krzyknęła wybiegając z pokoju.
- Chcesz przeżyć chodź z nami do Armii Wyzwolenia!
Bez zastanowienia pobiegłam za nimi. W ten właśnie sposób porzuciłam swoje stare życie i wkroczyłam w nowy, brutalny świat.
 

 


Zacisnęłam poduszkę z całych sił i zamknęłam oczy. Krzyczałam, tak głośno, że możliwe, iż każdy w promieniu pięciu kilometrów ogłuchł. Chciałam się stąd wydostać, ale nie mogłam. Na mojej drodze do ocalenia stał jeden z najgorszych demonów... A zwał się Ayumi...
- No przestań Hirane! Przecież to tylko głupi horror...
Schowałam w głowę w poduszkę i zatkałam uszy. Czułam jak cała kanapa trzęsie się od jej śmiechu. Próbowałam ją ignorować, ale gdy spadła z kanapy, nie mogłam się powstrzymać i zaniosłam się głośnym śmiechem.
- Masz za swoje. Tam na górze ktoś się wreszcie zmiłował i pokarał Cię.
Położyłam się na kanapie tak, że patrzyłam wprost na nią. Ayumi udawała jak zwykle w takich sytuacjach nieżywą.
Zachichotałam i przeniosłam swój ciężar ciała na brzeg czerwonych, skórzanych poduszek. Dziewczyna zareagowała błyskawicznie, kładąc ręce na moich plecach.
- Ty gruba dupo! Zmiażdżysz mnie.
Zaśmiałam się i wgramoliłam się z powrotem na kanapę.
- Oj tam od razu zmiażdżysz... Jedynie połamiesz kości...
Uśmiechnęłam się wrednie.
- Ha ha ha... Bardzo śmieszne, bardzo...
Pokazała mi język, za co ja nagrodziłam ją trzepnięciem poduszką. Ayumi oczywiście nie pozostała mi dłużna, w skutek czego doszło między nami do wojny.
Nasze potyczki trwałyby zapewne dużo dłużej, gdyby nie to, że pani Konoe wtargnęła do pokoju Ayumi. Dostałyśmy niemały wykład o tym, że powinniśmy się zachowywać doroślej.
Gdy wyszła oczywiście przez chwilę jeszcze chichotałyśmy, ale później posłusznie położyłyśmy się spać. Bo co jak co ale mam Ayumi nie lubiła się powtarzać...
Smacznie spałyśmy, gdy kilka minut po trzeciej nad ranem usłyszałyśmy huki z zewnątrz. Brzmiało to jakby coś uderzało w ściany budynku.
Jak najciszej wstałam z kanapy i na palcach podeszłam do Ayumi, śpiącej na niebieskim dywanie.
- Aya.~ Wstawaj. Słyszysz?
Podniosła się zdezorientowana, sennie przecierając oczy.
- C-co się dzieje?
- Posłuchaj.
Widać było, że skupiła się na otaczających ją dźwiękach.
- Co to za dźwięk?-spojrzała na mnie tym dobrze mi znanym spojrzeniem. Wśród tych wielu cech za które ją kochałam, znajdowało się właśnie to, że mimo iż tysiące razy się myliłam ona zawsze uważała, że mam rację i znam prawdę.
Spojrzałam na nią i tylko pokręciłam przecząco głową.
Podałam jej dłoń i po cichu wymknęłyśmy się na korytarz. Jako, że byłyśmy na najwyższym piętrze, na dół prowadziły stare, wyblakłe schody, które trzeszczały przy najmniejszym ciężarze. Gdy byłyśmy małe nazywałyśmy je "kablem", bo to własnie dzięki nim nasze nocne wyprawy po ciasteczka kończyły się klapą. Później, po paru latach znalazłyśmy na nie sposób.
Usiadłam na starej poręczy i zwinnym ruchem zjechałam w dół. Przy ostatnim schodku zeskoczyłam i poczekałam na przyjaciółkę. Nasze skradanie okazało się niepotrzebne, bo państwo Konoe akurat wychodzili ze swojej sypialni.
- Do diaska!! Kto to tak hałasuje!- warknął, ojciec Aymi, który nie należał do ludzi, którzy wybaczają takie coś jak wybudzenie ze snu. Ze złości, jego cała okrągła twarz była czerwona jak burak.
Energicznym krokiem podszedł do drzwi wejściowych, odsunął rygiel, a w końcu otworzył drzwi.
Ciekawe, czy postąpił, by tak samo wiedząc, że w tej oto chwili wydał wyrok śmierci na swoją rodzinę...
Najpierw wszyscy poczuliśmy tak intensywny smród, że aż oczy zaczęły nam łzawić.
Przez chwilę straciłam ostrość widzenia. Gdy z powrotem ją odzyskałam, zobaczyłam jak ciało pana Konoe zostało rozszarpane przez ludzi o martwych oczach. Krew była wszędzie, tryskała na wszystkie strony.
Stałam w miejscu, nie potrafiąc nawet ruszyć palcem. Moje uszy przeszywał bolesny krzyk. Nie wiem ile bym tam wtedy stała, gdyby nie Ayumi. To ona chwyciła mnie za rękę i zaczęła ciągnąć po schodach.
Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, ale zmuszałam je do ruchu, bo stanie w miejscu oznaczało śmierć
Zaprowadziła mnie do pokoju gościnnego, w którym znajdowało się okno zajmujące całą ścianę. Rozejrzałam się gorączkowo za czymś, czym mogłabym się bronić. Niestety oprócz pilota, nie było tam nic innego co zdołałabym podnieść.
Pierwszy trup dotarł do pokoju po trzydziestu sekundach.
Serce biło mi jak oszalałe, a adrenalina boleśnie pulsowała w żyłach. Nie mogłam skupić na niczym wzroku. Wszystko wydawało się zdradliwe i splamione krwią.
Ayumi spojrzała na mnie, a w jej oczach nie było widać, ani cienia strachu. Przytuliła mnie mocno do siebie, po czym spojrzała mi głęboko w oczy.
- Kocham Cię Hirane.
Po tych słowach odepchnęła mnie od siebie. Bezwiednie poleciałam do tyłu. Szyba za moimi plecami stawiła kilkusekundowy opór, po czym pękła na setki drobnych kawałków. Spadałam, patrząc jak moja przyjaciółka poświęca życie dla mnie.
- Ayumi, nie!!-krzyczałam z całych sił.
- Żyj...-to było jej ostatnie słowo, zanim została przez nie pożarta...
 

 


- Hiranee.~!
Nie zdążyłam nawet się od wrócić, a już poczułam ten dobrze mi znany uścisk na szyi.
- Spokojnie, spokojnie. Opanuj się.-powiedziałam ze śmiechem.
- No już nie bądź taka sztywna. Psyyyytuul misia.~- złapała mnie mocniej za szyję, przyduszając mnie lekko.
- Już, już.- przytuliłam ją mocno do siebie.
- No tak lepiej.-uśmiechnęła się, dumna z tego, iż o mało mnie nie udusiła.-A teraz chodźmy do domu, bo jestem padnięta.-chwyciła mnie za rękę i zaczęła ciągną w stronę swojego domu. Powoli zaczęłam dreptać za nią, próbując dotrzymać jej kroku.
Ehh... Cała Ayumi...Zwariowana i szalona. Nigdy nie przejmowała się opinią innych, po prostu podążała swoją własną ścieżką. Podziwiałam ją za to i w głębi serca marzyłam by taka być. Chciałam iść prosto przed siebie i nie zważać na innych, lecz mi się to nie udawało. Tysiące razy próbowałam ale nic z tego. Przez to czasami zdarzało mi się, siadać w kącie i płakać. Ale wtedy zawsze podchodziła do mnie Ayumi, przytulała mnie i szeptała "Będzie dobrze, nie przejmuj się.". Te słowa zawsze podnosiły mnie na duchu i dawały siłę, by się podnieść. Doprawdy, chyba nigdy jej się za to nie odwdzięczę.
Przechodziłyśmy właśnie przez centrum miasta, gdy usłyszałam dziwne odgłosy, dochodzące z bocznej uliczki. Dwójka mężczyzn szamotała się z jakimś chłopakiem. W sumie nie było w tym zajściu nic nadzwyczajnego, przecież co rusz jacyś mięśniacy z tatuażami we wszystkich możliwych miejscach, zaczepiali ludzi. Tylko, że w takich sytuacjach nigdy, żaden z nich nie spoglądał z przerażeniem na swoją ofiarę, tym bardziej, że to był tylko jakiś chuderlak. Chodź w sumie wyglądał dość dziwnie... Mimo iż stał do nas plecami, zauważyłam kawałek jego skóry, wystającej z podartej, czerwonej kurtki. Była niebieska i sprawiała wrażenie jakby zaraz miała mu odpaść. Poza tym całe jego ciało, było takie jakby... bez życia...
Chciałam przyjrzeć mu się lepiej, lecz moja przyjaciółka uniemożliwiła mi to, ciągnąc natarczywie mnie za rękę.
- No, rusz ten tyłek, bo się spóźnimy.
- Idę, już idę.
Z jakimś dziwnym niepokojem rosnącym w sercu, szłam za Ayumi, nie zdając sobie sprawy, że odtąd nic nie będzie już takie samo...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Postacie:

Postać główna:



– Hirane Tsuchimikado.
To właśnie ona opowiada tą historię. Początkowo jest radosną nastolatką z błahymi problemami. Uwielbia się śmiać oraz przebywać w towarzystwie swojej przyjaciółki Ayumi. Zawsze stawia dobro innych ponad swoje. Po wybuchu epidemii zdaje sobie sprawę, że musi się zmienić, by przeżyć. Nigdy nie pogodziła się z tym,że przyjaciółka oddała za nią życie. Od pierwszego spotkania zakochuje w Zero, a Miyo traktuje jak młoszą siostrzyczkę.

Wygląd po wybuchu epidemii:



Postacie drugoplanowe:



– Miyo Koi.
Jest radosną, dziesięcioletnią dziewczynką, która nie do końca jest w stanie pojąć na jakim świecie musi żyć. Zawsze nosi na sobie bluzę z uszami królika, którą dostała w prezencie od matki, na krótko po tym jak została pożarta na jej oczach.



– Zero Koi.
Starszy brat Miyo. Po wybuchu epidemii zostaje rozdzielony ze swoją matką i siostrą. Nie zważając na niebezpieczeństwo, poszukiwał ich. Gdy natrafia na swoją siostrę, cieszy się niczym dziecko. Początkowo jest nieufny wobec wybawicielki Miyo-Hirane, lecz później zaczyna się w niej zakochiwać.



– L.
Jest zombi, który nie pamięta nic oprócz tego, że jego imię zaczynało się na literę "L". Początkowo nie wyróżnia się niczym na tle innych zombi, lecz gdy pierwszy raz widzi Zero, odzyskuję świadomość i zakochuję się w nim. Wiedziony instynktem śledzi go i gdy tylko nadarza się okazja wyjawia mu swoje uczucia, które zostają odrzucone. Z całego serca nienawidzi Hirane, ponieważ to ona jest miłością Zera, a nie on.



– Mayumi Takemitsu.
Pogodna dziewczyna o wesołym i optymistycznym poglądzie na świat. Została zaatakowana przez zombie i przez nie pogryziona. Jednak nie zamieniła się ona w te istoty, zyskała za to umiejętność wyczuwania ich z dość sporej odległości.



– Alice Bloodyland.
Od dawnych czasów była Alice sama, jej rodzice jej nie chcieli. Jak i w szkole zawsze była sama, ale miała jeszcze swoją młodszą Siostre. Alice wiedziała, że jej Siostra ją potrzebuje, dlatego też jeszcze żyła. Ale tego dnia, tego cholernego dnia kiedy wyskoczyła ta epidemia. Zombie zjadły jej Siostre, a ona znowu była samotna. Czuła się źle, bo jej nie pomogła. Ale obiecała sobie, że zabije każdego Zombie.

Postać epizodyczna:



– Ayumi Konoe.
Najlepsza przyjaciółka Hirane, znają się od przedszkola. Bardzo uczynna i pomocna. Zawsze bardzo troszczyła się o swoją BFF. Wolała dać się pożreć zombie niżby porzucić przyjaciółkę. Jej śmierć zmieniła Hirane.

_______

PS. Dziękuję Sarze i Domi za pomoc.<3
  • awatar Fioletowy czar.: @Kwiat rozpaczy: E tam. xDD
  • awatar Kwiat rozpaczy: @Four faces.: Jak to nic. Przecież to ty mnie natchnęłaś z tym L. C:Tylko L bd dopiero później, przy końcu. XD
  • awatar Fioletowy czar.: Za - je - bis - te. <3 L jest i będzie moją Ulub. postacią. <3 I prosze, chodziarz prawie nic nie zrobiłam. c: xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Witajcie. ~ Na tym blogu zamieszę moje nowatorskie opowiadanie pt."Kwiat rozpaczy". Akcja rozgrywać się będzie w świecie, nad którym władzę przejęli zombie.~ Mam nadzieję, że nie zanudzę was na śmierć oraz iż doprowadzę to opowiadanie do końca. C: Dziękuję za uwagę i życzę miłej lektury.~
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›